Natalia Lubrano

Natalia Lubrano, wokalistka, autorka muzyki i tekstów. Matka-obieżyświat :-)

Jesienny Paryż

W trakcie moich podróży do obydwu domów nigdy nie mam czasu zatrzymać się w Paryżu. Skołowana pakowaniem, po zarwanej nocy, jedyną rzeczą o jakiej marzę jest przekroczenie progu domowego zacisza. A szkoda, bo miasto to ma wyjątkowo pozytywne wibracje i ze dwa stopnie Celsjusza więcej niż Wrocław.

Lotnisko Paris-Beauvais (czyt. Bowe) komunikuje kilka polskich miast w relacjach tanich linii lotniczych. Pamiętajcie, że to trochę "pic na wodę", samo Beauvais oddalone jest od Paryża aż 80 km. Na lotnisku wsiadamy w autobus prywatny, który dowiezie nas do Porte Maillot za 15 euro; sam przystanek znajduje się na przeciw Palais de Congres, na obrzeżach miasta. Podróż autobusem kończy się zaraz obok Neuilly (czyt. Neji), miejscowości, której Nicolas Sarkozy był merem przez parę ładnych lat. Aby dostać się do ścisłego centrum proponuję odnaleźć najbliższą staję metra (w Palais de Congres jest jedno z wejść na stację metra Porte Maillot, czyt. Port Majo) i wsiąść w metro 1 albo Rer A (cena biletu taka sama w obwodzie miasta).

Jeśli zaś chodzi o noclegi w Paryżu, tym którzy rodziny w Paryżu nie mają polecam szczególnie opcję chambres d'hotes (czyt. szambr dot, czyli pokoje gościnne ). Na stronie www.hotesqualiteparis.fr zebrane są oferty z całego Paryża i przedmieść. Te bardzo sympatyczne i spersonalizowane lokum oferują wyjątkowy domowy nastrój i uczucie bycia paryżaninem choć na chwilę.

Ostatnio miałam przyjemność spędzić dłuższą chwilę w dzielnicy Montmartre, wysławioną m.in przez film "Amelia". Ta urocza dzielnica mieści się pomiędzy "Sacre Coeur et sacre cul", jak zwykli mawiać tutejsi mieszkańcy. Sacre Coeur - to słynny kościół w dzielnicy Montmartre, usytuowany na wzniesieniu Butte de Montmartre, "sacre cul" tł: "święta pupa" czyli Plac Pigalle znany z prostytucji i kabaretów erotycznych; nie chcę obrażać tutaj niczyjich uczuć religijnych. Niewskazane jest przybycie samochodem, gdyż znalezienie miejsca do parkowania graniczy z cudem. Pamiętam kiedyś jak byłam świadkiem parkowania "po parysku". Jeśli brakuje ci kilku centymetrów należy lekko "posunąć" auto stojące z przodu, a następnie popchnąć to z tyłu metodą rozpychania;-)


Na Montmartre ruch od samego rana. Fale turystów napływają ze stacji metra Blanche oraz Abessess, najgłębszej stacji metra paryskiego (nie daj Bóg wychodzić schodami, jest ich setki!!!). Wokół słychać wiele języków: angielski i rosyjski są najczęściej rozpoznawalne. Wypicie kawy w pobliskim barze to sama przyjemność razem ze wdychaniem tutejszego swojskiego powietrza: na zmianę papierosy, cygara, psie kupy na chodniku oraz drogie perfumy przechodniów. Bezcenne.

Interesującym sposobem na spędzanie wolnego czasu w Paryżu może być również udanie się do Parku Expo, gdzie akurat dobiega końca impreza o nazwie "Salon du chocolat". To istna orgia dla podniebienia i języka, nie tam jakieś nędzne wyroby czekoladopodobne, które zdarza mi się zakupić w desperacji, szukając dobrej krajowej czekolady. Przekraczając progi wystawy na każdym standzie odbywa się degustacja tegoż "antydepresantu", a co jakiś czas możemy być świadkami prezentacji najlepszych paryskich szefów kuchni, tworzących spektakularne desery czekoladowe na naszych oczach.




Tym, którzy do Porte de Versailles ( msc targów ) nie dotrą polecam zakupy kultowych czekoladek, niektóre będą kosztować słono, bo aż 50 euro za pudełko, ale można też kupować na sztuki. Takim właśnie ceniącym swoją czekoladową sztukę artystą jest Debauve&Gallais. Trzeba wysiąść na stacji Sevres-Babylone i dojść do ulicy Sevres, a następnie skręcić w lewo w rue des Saints Peres i chwilę tą ulicą pomaszerować. Myślę, że spacer wart jest nagrody ;-)

Zawsze marzyłam o wybraniu się do prawdziwego sklepu vintage w Paryżu. Second handy nie są tutaj aż tak popularne jak w Polsce, aczkolwiek jest kilka miejsc do których warto zajrzeć po perełki mody.

Kierując się wytycznymi z listopadowego ELLE odnośnie butików vintage (wydanie polskie) niefortunnie zbłądziłam i zamiast na vintage wpadłam do domu handlowego Galeries Lafayette, gdzie obecnie trwają "soldes" (wyprzedaże). Gigantyczna choinka już tu stoi, co przypomina tłumowi turystów (wśród nich najwięcej Japończyków), że zegar świątecznych szaleństw zakupowych już tyka. Przed domem handlowym zrobiono nawet specjalne podjazdy dla autokarów przywożących japońskich konsumentów, cóż jeśli interes się kręci trzeba wychodzić z inicjatywą ;-)


Na poszczególnych piętrach namacalnie podziwiać można najnowsze kolekcje: Fendi, Chanel i wiele innych gigantów mody. Trochę wyżej znajdują się marki przystępniejsze szarym zjadaczom chleba ;-)

Nie jestem fanką francuskiego przepychu i burżuazji, aczkolwiek to miejsce zasługuje na odwiedziny, nawet po to aby się zorientować, co w trawie piszczy ;-)


Jeśli zaś chodzi o ciekawe adresy second handów we Francji, to gorąco polecam wybranie się do jakiejkolwiek z filii Emmausa (a jest ich mnóstwo w całej Francji), organizacji dającej pracę bezdomnym. Fenomen tego miejsca polega na tym, że ludzie oddają tu rzeczy za darmo, zaś Emmaus sprzedaje je za dosłownie grosze. Możemy tu kupić wszystko: ciekawą biżuterię w stylu Alexis Colby z Dynastii, meble, ubrania, guziki, buty, zabawki oraz sprzęt AGD. Bywały czasy, że wyszukiwanie perełek w Emmausie i przywracanie im życia na nowo pochłaniało mnie bez reszty. To takie miejsce dla kreatywnych z ADHD. Jednych przeraża, innych inspiruje. I można płacić kartą ;-)
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i życzę udanych jesiennych wyjazdów. Nie dajcie się jesiennej depresji !

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PodróżeFrancjaParyżJesień

PROMOWANE

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej

  • Prawdziwy. Prawdziwszy. Trup

    W PWN-owskim podręczniku dla ośmiolatków znalazłam wierszyk: „Katechizm polskiego dziecka”: Kto Ty jesteś? Polak mały (...) Coś jej winien? Oddać życie. I tak dalej …. Wierszydło zostało napisane około roku 1900 przez Władysława Bełzę. Drugorzędnego poetę, mocno na wyrost nazywanego piewcą polskości. Naiwny, drażniący ucho tekścik od ponad stu lat jest narzędziem indoktrynacji i prania małych mózgów. Bo, jak inaczej nazwać (w XXI wieku) przekonywanie, że ośmioletnie dziecko rośnie po to, by oddać życie za kawałek ziemi? czytaj więcej